Posty

BŁĄD w SZTUCE cz.2

Obraz
  Część druga  Zanim jednak odbędzie się pierwsza próba zespołu, cofnijmy się nieco w przeszłość. Jasia poznaję na basenie w Górnośląskim Centrum Rehabilitacji. To czas, gdy każdy z nas na własną rękę kombinuje jak tu wyróżniać się na tle społeczeństwa. Na Ohio ( osiedle “Przyjaźń” w Tarnowskich Górach) prym wiodą zamszowe buty i sztruksy. Do tego obowiązkowo czerwona flanelowa koszula i różnego rodzaju kombinacje z włosami. Wtedy jeszcze mało kto mógł pomarzyć o glanach, zwykłe wojskowe opinacze, zapastowane na czarno, były spełnieniem marzeń. Stąd ten specyficzny sztruksowo - welurowy styl.  Oczywiście, jeśli ktoś miał mamę, która potrafiła szyć na maszynie, można było stosować różnorakie wariacje. Niedoścignionym wzorcem był pomysł moich kolegów, którzy rozcięli dwie pary spodni wzdłuż, a ukochana rodzicielka jednego z nich, zszyła te pary na odwrót, co spowodowało wyprodukowanie dwóch genialnych gaci, z których każda nogawka była w innym kolorze. Efekt, na te czasy, n...

Błąd w sztuce

Obraz
pamięci Krzysztofa “Jasia” Zgagacza Część pierwsza      Nie wiem, czy był to rok 1992, czy 1993. Pamiętam jedynie późną jesień, a czas moich urodzin przypadających na początek listopada, tłumaczy nagły przypływ gotówki, która ciążyła w mej kieszeni. Za chwilę wydam wszystko, co posiadam, by kupić wymarzony instrument, jakim jest gitara basowa. Sklep, a raczej komis graniczący z ówczesnym kinem Europa, odwiedzałem od wielu tygodni. Po prawej stronie, na dolnej półce wyeksponowany był lśniący czarny instrument. Od kilku miesięcy męczyłem magnetofon trzema kasetami. Zabójcze połączenie Dezertera, Death i Exploited spowodowało, że postanowiłem nauczyć się grać na gitarze. Wprawdzie taka myśl nurtowała głowy wielu moich rówieśników, jednak niewielu z nich pragnęło grać na basie.  Najbardziej w gitarowym graniu kochałem ten ponury i ciężki pomruk, niczym dobrze naoliwiona maszyna, jaki wydobywał się z głośników, chociażby przy słuchaniu “ …and justice for all“ Me...

Szpital

Obraz
  Pierwsza bariera pojawia się  podczas przyjęcia na oddział. Oschła pielęgniarka, która paskudnie traktowała mnie i innych pacjentów podczas wstępnych badań, nadal tu jest. W myślach nazywam ją Cerberem, a sam staram się wcielić w Orfeusza, jednak żadna z metod, jakie próbuję zastosować, nie jest w stanie wywołać, chociażby cienia uprzejmości u tej okropnej kobiety. Z lubością wykorzystuje tę namiastkę władzy, jaką ją obdarzono, rozstawiając wszystkich po kątach i swoim zachowaniem powodując, że gdy przechodzi obok, wszyscy mimowolnie opuszczają głowy. W milczeniu podpisuję więc papierki, jakie mi podsuwa, godząc się na wszystko, byleby tylko jak najszybciej stąd wyjść. Gdy wprowadza mnie na oddział, z radością oddaję się w ręce pielęgniarki, która jest całkowitym jej przeciwieństwem. Widocznie na piętrach obowiązują inne zasady. Nowa opiekunka pokazuje mi odział, cierpliwie wyjaśniając prawa i obowiązki pacjenta, a przy okazji pokazując kolejne pomieszczenia. W końcu trafiam...

Wilki schodzą na psy?

Obraz
                                         Czas pandemii to dość specyficzne doświadczenie. Abstrahując od negatywnych zjawisk, jakie wywołał, chciałbym skupić się na jednym z intrygujących jego aspektów, którego miałem okazję być świadkiem. Pomijając zjawiska ekonomiczne i socjologiczne, jakie jeszcze przez wiele lat będą analizowane, zajmijmy się może na chwilę przyrodą. Mam to szczęście, że pracuję w samym środku Parku Repeckiego, który w dużym stopniu przypomina naturalny las, a jego ponad 400 -hektarowa powierzchnia jest bardzo zróżnicowana. Według najnowszych badań jest to jeden z ostatnich zachowanych fragmentów pradawnej Puszczy Śląskiej. A w puszczy jak wiadomo, wszystko zdarzyć się może. Co powiecie na spotkanie z jednym z najbardziej legendarnych i złowieszczych mieszkańców polskich lasów, a mianowicie wilkiem? Myślę, że gdy zabroniono ludziom wstępu do lasu, zwierzęta w sob...

Spacer

Obraz
  ...nie namyślając się zbyt długo, wychodzę na zewnątrz. Po drodze bezwiednym ruchem zabieram ze stołu śrubokręt, który chowam do kieszeni. Na podwórku nie ma nikogo, wychodzę więc na chodnik i idę w stronę miasta. Uwielbiam rynek o tej porze, więc przysiadam się na chwilę do leciwej damy karmiącej gołębie. Obserwując samochody dostawcze i młodzież podążającą niespiesznie do szkół, dotykam palcami swoich oczu. Palce zagłębiające się w lata zmarszczek odnajdują powoli drogę do powiek. Ślamazarnie rozcieram te miejsca, które w lustrze przypominają o upływającym bezlitośnie czasie. Acqua alta mojego miasta, turyści i ludzie sprzątający po nich resztki, przyjeżdżający po to, by po chwili wyjechać. Chłonąc zapachy, delektuję się porankiem, jego urokliwą ulotnością, którą tak rzadko oglądam o tej porze. To miasto, pachnące wczorajszym dniem, wciąż pociąga,  jednocześnie odpychając. Wstaję z niewygodnej ławki i podążam powoli w kierunku Krakowskiej. Tysiące wspomnień związanych z tą...

Święta 2019

Obraz
... Autobus linii 333 jadący z Jerozolimy do Ejlatu powoli znika za horyzontem, a my z przerażeniem zauważamy, że cały zapas żywności, tak pieczołowicie przygotowany na porannym śniadaniu w hostelu Abraham przy Ha’Davidka, znika wraz z kierowcą i pasażerami. Szkoda wszystkich tych pyszności, które stanowiły pierwszy porządny posiłek po prawie tygodniowym włóczeniu się autostopem po Izraelu, zapakowanych w torbie z wizerunkiem tarnogórskiej synagogi, przepięknie uchwyconej na obrazie @Barbara Mróz. To niezbyt dobry początek dnia, a w dodatku jesteśmy w jakimś dziwnym miejscu. Morza Martwego, w którym kąpiel miała być głównym punktem dzisiejszego programu, nie widać w zasięgu wzroku. Zamiast niego krzaki, chwasty i pustynia, ciągnąca się kilometrami dookoła. Z ponurych myśli wyrywa nas warkot silnika, który wydaje nadjeżdżający z bocznej drogi totalnie zdezelowany van, którego lata świetności minęły już bezpowrotnie dawno temu. Kierowca hamuje obok nas z piskiem opon i gestem oraz łamaną...

Polowanie

Obraz
Stawiam się u Toma punktualnie o 8 rano. Jest już ubrany, dorzuca jeszcze paczkę nabojów kalibru 7 mm do specjalnie skonstruowanego plecaka, w którym całkiem wygodnie nosi się sztucer z tłumikiem. Krytycznym spojrzeniem omiata moje ubranie i ciężko wzdycha. Wydawało mi się, że jestem dość dobrze przygotowany pod tym względem, lecz okazuje się, że surowa szkocka pogoda i teren, w którym będziemy się dzisiaj poruszać, wymaga specjalistycznego podejścia do sprawy. Moje wygodne Lowy zastępujemy więc wysokimi prawie po kolana, ogromnymi skórzanymi butami myśliwskimi, w których bezproblemowo mogę się poruszać nawet w rwących górskich strumieniach. Zamiast klasycznych bojówek, wyciąga dla mnie z szafy goreteksowe, wodoodporne spodnie z podwójną warstwą oraz mocno sfatygowaną, lecz bardzo dobrą jakościowo kurtkę, w której mogę się szczelnie pozapinać, nie wpuszczając do środka nawet odrobiny przejmująco zimnego i wilgotnego górskiego powietrza. Rękawiczki, których zwykle używam na zawodach str...